wtorek

Ararat - święta góra Ormian

Armenia - widok na Ararat

Pierwsza księga Starego Testamentu wymienia zbocza góry Ararat jako to miejsce, gdzie po potopie osiadła arka Noego: „W końcu arka osiadła na górach Ararat“ (Rdz 8, 4).
Święta góra Ormian jest widoczna niemal z każdego miejsca w Erewaniu i w okolicach.
Tu sfotografowaliśmy ją sprzed wejścia na teren ruin w Zwartnoc.


Armenia: Ararat widoczny niemal z każdego miejsca w Erewaniu

Jezioro Sewan – morze Armenii

Choć często Ormianie swoim największym jeziorem nazywają Wan, a najwyższą górą Ararat (i jezioro, i góra dziś na terytorium Turcji) to są bardzo dumni z jeziora Sewan, zajmującego 4% powierzchni współczesnej Armenii.
Armenia - jak widać Sewan zajmuje jej sporą częć
Mapa Armenii pochodzi z przewodnika „Adventure Armenia”.

Sewan, do którego wpływa 28 rzek, a wypływa tylko jedna (Hrazdan) jest w istocie bardzo malowniczym miejscem.
Armenia: widok na jezioro Sewan
Zajmuje powierzchnię 940 kilometrów kwadratowych, a jego najbardziej oddalone krańce dzieli aż 80 kilometrów, jest jednym z największych „alpejskich” jezior na świecie
W latach 50-tych po zbudowaniu hydroelektrowni poziom jeziora obniżył się o prawie 20 metrów.
Szczęśliwie inne sowieckie plany zmierzające do dalszego obniżania poziomu wód (i powierzchni) Sewanu nie doczekały się realizacji. Niepodległa Armenia oczywiście ani myśli do nich wracać.

Armenia: monastyr Sewanawank nad jeziorem Sewan
Nad półwyspem, który przed budową elektrowni i obniżeniem lustra wody był wyspą, góruje monastyr Sewanawank. Według legendy byli tu przez katolikosa wysyłani kapłani, aby odpokutować swoje ziemskie grzechy. Legenda milczy o jaki grzechy chodziło.

Armenia: trubadurzy nad Sewanem
Leżący u stóp monastyru półwysep to prawdziwa riwiera Armenii. Bez przerwą ciągną tu turyści i wycieczki szkolne. Nic dziwnego, że nie brakuje stoisk z pamiątkami i zespołów wokalnych, jak ten ze zdjęcia. Co ciekawe przechodzący obok podchwytywali śpiewaną przez trubadurów piosenkę.

Armenia: kąpiel Armena w zimnym Sewanie
Nad leżącym na wysokości 1897 metrów n.p.m. jeziorem Sewan jest naturalnie dość chłodno (mimo pięknej pogody). Pewnie dlatego tylko Armen - rodowity Ormianin zdecydował się na kąpiel w wodach Sewanu.
My marzliśmy od samego patrzenia…

poniedziałek

Armenia: jak tam dojechać

Armenia - tu wcale nie kończy się Europa
Wbrew pozorom nie jest to ani specjalnie trudne, ani też bardzo drogie.
Nie ma wprawdzie bezpośredniego lotu z Warszawy do Erewania, ale są trzy dogodne połączenia: Lufthansą przez Monachium, Austrian (przez Wiedeń) i CSA przez Pragę.

Austrian Airlines nawet w swoich reklamach chwali się lotami do Armenii.
W naszym przypadku (początek czerwca 2007) najkorzystniejsze było połączenie niemieckimi liniami lotniczymi za 1.200 złotych od osoby. Nasi znajomi, którzy lecieli kilka dni później „austriakiem”, zapłacili kilkadziesiąt złotych drożej, a połączenie przez Pragę było dostępne za niecałe 1.400 złotych.
Można także lecieć przez Kijów (LOT lub AeroSvit Airlines) a stamtąd Armavia (ormiańskie linie) lub Donbasair oraz przez Moskwę (LOT lub Aeroflot) a stamtąd Aeroflot lub Armavia.
Każdy z tych wariantów był jednak znacznie droższy (od 2.000 złotych), no i z Kijowa (i z Moskwy) leci się jakiem lub tupolewem.
Jakikolwiek wariant by się jednak nie wybrało do Erewania i tak przyleci się w środku nocy, bo – jak nam mówiono – z powodu remontu lotniska (większe i ładniejsze od Okęcia) większość rejsów jest przyjmowana właśnie nocą.
Nocą startują też rejsy powrotne.
Nie ćwiczyliśmy wariantu lądowego, ale jest oczywiście możliwy. Znajomi Ormianie powiedzieli nam, że jadąc z Polski autem najlepiej dojechać do Odessy, a tam wsiąść na prom do Gruzji (3 doby, 400 dolarów za samochód).

Wiza i podatek wyjazdowy
Do wjazdu na terytorium Armenii potrzebna jest wiza. Można ją dostać w ambasadzie Armenii w Warszawie (ul. Waszkowskiego 11, tel. 22 840 86 20, e-mail: main@embarmenia.it.pl) lub na granicy.
Wbrew informacjom podawanym przez wiele portali turystycznych wiza nie kosztuje 50 dolarów, ale już tylko 30 (potaniało).
Ormiańscy pogranicznicy sprawdzają też czy nasz paszport jest ważny na co najmniej 6 miesięcy od daty wjazdu.
Na lotnisku w Erewaniu trzeba odstać w kolejce po wizę 15-20 minut, ewentualnie przejść się samodzielnie do kantoru, bo jeśli pogranicznik akurat nie ma reszty, nie ma zamiaru się tym przejmować i „deleguje” problem na petenta.
Pewną osobliwością Armenii, coraz rzadziej spotykaną gdzie indziej, jest konieczność opłacenia (przy wylocie z tego kraju) tak zwanego podatku wyjazdowego w kwocie 10 tysięcy dram (ok. 40 dolarów).

Rada: warto o zapłaceniu tego podatku pamiętać jak tylko przyjedziemy na lotnisko, bo punkt poboru znajduje się oczywiście całkiem gdzie indziej niż stanowiska odprawy biletowej.

Rada #2: przy odprawie paszportowej (zarówno przy wjeździe jak i wyjeździe) lepiej nie popisywać się znajomością języka rosyjskiego, ponieważ „niemowy” są odprawiane bardzo szybko, natomiast „mówiący” otrzymają serię pytań o powód podróży, adres w Armenii, kwotę posiadanych pieniędzy, itd. Szkoda czasu…
Armenia: podatek wyjazdowy
A bez tego kwitka za 10 tysięcy dram nie da się wyjechać z Armenii:

piątek

Wejście na Aragac

Armenia - jezioro Kari Lich po drodze na Aragac
Droga znad jeziora Kari Lich na południowy wierzchołek Aragac jest banalnie łatwa. Każdy nawet nie wprawiony górski łazik powinien ją pokonać w ok. 2 godziny. Nasz kolega Mesrop z obserwatorium kosmicznego znad Kari Lich opowiadał, że kiedy razem z innymi pracownikami obserwatorium wchodzili na Aragac na wyścigi, zrobili to w trzy kwadranse!
My nie szliśmy na wyścigi, a przede wszystkim szliśmy po rozmiękającym śniegu, w który zapadaliśmy się bez przerwy, co bardzo utrudniało drogę. Dlatego byliśmy na Aragacu po 2,5 godzinach.
Najprostsza droga na południowy szczyt Aragacu prowadzi prawym brzegiem jeziora, a potem trzeba po prostu kierować się (nieco w lewo) na najwyższy widoczny szczyt.
My chcąc jak najmniej iść po śniegu, a jak najwięcej po kamieniach, szliśmy dłuższą drogą - bardziej w prawo od jeziora i bliżej grani.
Armenia - Aragac najwyższy szczyt
Na tym zdjęciu zrobionym z obserwatorium, wyraźnie widać południowy szczyt oraz na lewo od niego za siodełkiem przełęczy - zachodni szczyt Aragac.
Tak czy inaczej ¾ trasy prowadzi szeroką jak okiem sięgnął halą, na której podobno latem pasą się tysiące owiec. Hala leciutko wspina się pod górę, ale i tak stopniem trudności przypomina drogę na … Kalatówki.
Dopiero ostatni fragment przed samym szczytem robi się stromy, ale nadal nie stawia wchodzącym jakichkolwiek trudności technicznych.

czwartek

Aragac - południowy wierzchołek

Armenia - na południowym wierzchołku Aragac


Wejscie na szczyt najwyższej góry Armenii - Aragac (4090 m.n.p.m) było głównym celem naszej wyprawy. Cel udało się osiągnąć częściowo: weszliśmy na najniższy z czterech - południowy szczyt Aragac (3879 m.n.p.m.).
Armenia - na południowym wierzchołku Aragac
Iść na szczyt północny nie dało się w żaden sposób - zima trwała w najlepsze i cały krater Aragac wciąż zasypany był sniegiem. Nie moglimy nawet podejść do krawędzi krateru, bo nie wiadomo było gdzie kończy się twardy grunt, a zaczyna śniegowe osuwisko. Rok wcześniej ormiańscy alpiniści nie zwrócili na to uwagi i zjechali razem ze śniegiem 200 metrów w dół. Na szczęście nie było żadnych strat...
Zasadniczo na północny wierzchołek można dojść latem (lipiec-sierpień), kiedy stopnieje większość śniegu w kraterze (bo na wierzchołkach leży zawsze).
Czasem da się to zrobić i w czerwcu, i we wrześniu.
Nasz pech polegał na tym, że zima 2006/2007 była na Aragac bardzo surowa, spadło mnóstwo śniegu i w połowie czerwca nadal było go pełno.

Cóż... Kiedyś dojedziemy i na północny wierzchołek.
A wygląda on wygląda tak:

Armenia - Aragac, północny wierzchołek

Armenia - Aragac, północny wierzchołek

Oba zdjęcia pochodzą stąd.